Richard to dla mnie jeden z językowych guru. Zdecydowanie polecam jego kanał na youtube. A Wy w jakich językach porozmawialibyście na ulicy ze spotkaną osobą?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hiszpański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hiszpański. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 listopada 2011
czwartek, 6 października 2011
polish language - podobno język polski jest jednym z najtrudniejszych na świecie
No tak, mamy świszczenie, charczenie, rzężenie, szczekanie - może być trudno dla obcokrajowca.
Gdy dodamy nasze poczucie humoru typu: 'powiedz chrząszcz brzmi w trzcinie lub stół z powyłamywanymi nogami lub wyrewolwerowany kaloryfer', to efekt wrażenia wzrasta.
Potwierdzeniem tego może być artykuł:
http://livelonger.hubpages.com/hub/Most_Difficult_Languages_-_Polish
(polecam również niektóre - bardziej merytoryczne - komentarze)
Zwykle więcej przykładów nie potrzeba podawać, żeby komuś udowodnić "po staropolskiemu", że inni mają gorzej:)
Sam uważałem się przez bardzo długi okres analfabetą językowym. W zasadzie najtrudniejsze było mi przełamać wewnętrzne poczucie, że to dla mnie za trudne. Ale po kilku miesiącach (tak, kilka miesięcy zajęło mi przestawienie myślenia) poczułem, że warto spróbować.
Teraz (co prawda bardzo nieregularnie - niestety brak wolnego czasu) uczę się: angielskiego, niemieckiego i hiszpańskiego. Do tego w wolnych chwilach próbuję osłuchiwać się z mandaryńskim i rosyjskim. Da się! Nic mi się nie miesza, nic nie utrudnia. Potrzeba tylko choćby chwilę dziennie poświęcić na różne tematy.
A jeśli się chce, to można wszystko - przykładem jest David Snopek - znacie Go?:
(tak było na początku)
(tak jest teraz - po 3 latach)
David - przy okazji trzeciej rocznicy - GRATULUJĘ!
Gdy dodamy nasze poczucie humoru typu: 'powiedz chrząszcz brzmi w trzcinie lub stół z powyłamywanymi nogami lub wyrewolwerowany kaloryfer', to efekt wrażenia wzrasta.
Potwierdzeniem tego może być artykuł:
http://livelonger.hubpages.com/hub/Most_Difficult_Languages_-_Polish
(polecam również niektóre - bardziej merytoryczne - komentarze)
Zwykle więcej przykładów nie potrzeba podawać, żeby komuś udowodnić "po staropolskiemu", że inni mają gorzej:)
Sam uważałem się przez bardzo długi okres analfabetą językowym. W zasadzie najtrudniejsze było mi przełamać wewnętrzne poczucie, że to dla mnie za trudne. Ale po kilku miesiącach (tak, kilka miesięcy zajęło mi przestawienie myślenia) poczułem, że warto spróbować.
Teraz (co prawda bardzo nieregularnie - niestety brak wolnego czasu) uczę się: angielskiego, niemieckiego i hiszpańskiego. Do tego w wolnych chwilach próbuję osłuchiwać się z mandaryńskim i rosyjskim. Da się! Nic mi się nie miesza, nic nie utrudnia. Potrzeba tylko choćby chwilę dziennie poświęcić na różne tematy.
A jeśli się chce, to można wszystko - przykładem jest David Snopek - znacie Go?:
(tak było na początku)
(tak jest teraz - po 3 latach)
David - przy okazji trzeciej rocznicy - GRATULUJĘ!
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
nauka kilku języków poprzez zabawę
Od jakiegoś czasu (jak tylko trafię na coś ciekawego) staram się prezentować nowe aplikacje/systemy do nauki języków. Pewnie sporym błędem jest marnowanie czasu na kolejne dziwactwa, ale czasem trafi się perełka, na której zostaję dłużej.
Z nauką języków (szczególnie u mnie) jest tak, że robię to bardzo nieregularnie, czasem po prostu zapominam lub brakuje mi na nią czasu. Motywacja to też czynnik, którego nie mam w nadmiarze:)
Z pomocą przychodzi busuu.com, który łączy naukę z zabawą, a właściwie z rywalizacją. System motywuje uczestnika na kilka sposobów:
- każdy (dla każdego języka, którego się uczy) hoduje drzewko (krzak?) jeżyn,
- jednocześnie zbiera punkty/jerzyny (łącznie dla wszystkich swoich języków uczonych),
- może poznawać ludzi uczących się języków (chwilami wręcz jest to narzucone - np.: nasze wpisy sprawdzają inni uczestnicy, zwykle native danego języka),
- może poprawiać / rozmawiać / pisać z innymi uczestnikami (część powyższego),
i kilka innych, drobniejszych mechanizmów.
Co ważne dla mnie - system działa w modelu freemium. Z części funkcji można korzystać za darmo, za bardziej rozbudowane się płaci. Co ważniejsze dla mnie - kupując premium dostaje się dostęp do wszystkich działających na platformie języków. Wypas.
Na razie mam niewiele, ale zbieram swoje jeżyny:
http://www.busuu.com/user/3017592
Z nauką języków (szczególnie u mnie) jest tak, że robię to bardzo nieregularnie, czasem po prostu zapominam lub brakuje mi na nią czasu. Motywacja to też czynnik, którego nie mam w nadmiarze:)
Z pomocą przychodzi busuu.com, który łączy naukę z zabawą, a właściwie z rywalizacją. System motywuje uczestnika na kilka sposobów:
- każdy (dla każdego języka, którego się uczy) hoduje drzewko (krzak?) jeżyn,
- jednocześnie zbiera punkty/jerzyny (łącznie dla wszystkich swoich języków uczonych),
- może poznawać ludzi uczących się języków (chwilami wręcz jest to narzucone - np.: nasze wpisy sprawdzają inni uczestnicy, zwykle native danego języka),
- może poprawiać / rozmawiać / pisać z innymi uczestnikami (część powyższego),
i kilka innych, drobniejszych mechanizmów.
Co ważne dla mnie - system działa w modelu freemium. Z części funkcji można korzystać za darmo, za bardziej rozbudowane się płaci. Co ważniejsze dla mnie - kupując premium dostaje się dostęp do wszystkich działających na platformie języków. Wypas.
Na razie mam niewiele, ale zbieram swoje jeżyny:
http://www.busuu.com/user/3017592
sobota, 19 marca 2011
nie ma opierdalania się - trzeba ćwiczyć
Robert ma zdecydowanie rację - wszystko jest możliwe. Jedni chodzą na siłownię, inni wkuwają słówka albo powtarzają ciągle materiał.
Języka - podobnie jak siły mięśni - nie da się zdobyć na skróty. Oczywiście, można na siłowni pompować się chemią, zaś w nauce języków stosować cudowne metody. Jednak mięśnie będą słabe, a "wyuczony" język szybko wyleci z głowy.
Tym samym wracam do swoich treningów - językowych rzecz jasna.
(na siłownię nie lubię chodzić - hardkorowemu koksowi to zostawiam)
Języka - podobnie jak siły mięśni - nie da się zdobyć na skróty. Oczywiście, można na siłowni pompować się chemią, zaś w nauce języków stosować cudowne metody. Jednak mięśnie będą słabe, a "wyuczony" język szybko wyleci z głowy.
Tym samym wracam do swoich treningów - językowych rzecz jasna.
(na siłownię nie lubię chodzić - hardkorowemu koksowi to zostawiam)
wtorek, 22 lutego 2011
jak się motywować przy nauce języka? (jak ja to robię)
Cały czas próbuję sobie układać w głowie plany nauki. Niestety systematycznie rzeczywistość sprowadza mnie na ziemię i zdarzają mi się kilkudniowe przerwy.
Po takich przerwach czuję lekkie zniechęcenie. Już nie wchodzi do głowy tak płynnie materiał, czasem muszę przypominać sobie treść wcześniejszych lekcji, żeby wpaść w rytm. Jednak nie jest to takie dołujące - 10-15 minut powtórki pozwala w wrócić do okolic wyjścia.
Jednak się nakręcam. Po dwóch miesiącach nauki czuję, że czegoś się nauczyłem. Zarówno w niemieckim i hiszpańskim nie są mi obce podstawowe zwroty oraz w minimalnym stopniu opanowałem wymowę specyficznych dźwięków dla tych języków.
Dla mnie (oprócz wizji wakacyjnego wyjazdu do Niemiec i Hiszpanii) najlepszymi motywatorami są dwie rzeczy:
- chęć udowodnienia innym (niedowiarkom) możności nauczenia się dwóch języków naraz (pisałem już wcześniej o swoim analfabetyźmie względem języków obcych),
- regularne przeglądanie i uzupełnianie czasów nauki (i przyrostów tych czasów w swoich docsach):
Hablo castellano un poco / Ich spreche ein bissen deutsch.
Po takich przerwach czuję lekkie zniechęcenie. Już nie wchodzi do głowy tak płynnie materiał, czasem muszę przypominać sobie treść wcześniejszych lekcji, żeby wpaść w rytm. Jednak nie jest to takie dołujące - 10-15 minut powtórki pozwala w wrócić do okolic wyjścia.
Jednak się nakręcam. Po dwóch miesiącach nauki czuję, że czegoś się nauczyłem. Zarówno w niemieckim i hiszpańskim nie są mi obce podstawowe zwroty oraz w minimalnym stopniu opanowałem wymowę specyficznych dźwięków dla tych języków.
Dla mnie (oprócz wizji wakacyjnego wyjazdu do Niemiec i Hiszpanii) najlepszymi motywatorami są dwie rzeczy:
- chęć udowodnienia innym (niedowiarkom) możności nauczenia się dwóch języków naraz (pisałem już wcześniej o swoim analfabetyźmie względem języków obcych),
- regularne przeglądanie i uzupełnianie czasów nauki (i przyrostów tych czasów w swoich docsach):
Hablo castellano un poco / Ich spreche ein bissen deutsch.
wtorek, 18 stycznia 2011
pierwsze trzy tygodnie nauki
Przyznam szczerze, że całkiem nieźle. Jak na mój tryb pracy i życia, to (widać to w programie nauki) godzina dziennie średnio wychodzi.
Może to niewiele, bo dopiero trzy tygodnie samozaparcia, ale już mogę wyciągnąć jakieś wnioski:
1) przerwy dłuższe, niż jednodniowe są niewskazane, niestety w dniach 6-10 stycznia nawet na moment nie spojrzałem ani do książek, ani nie posłuchałem Pimsleura i odczułem zdecydowane cofnięcie; bardzo dużo zapomniałem,
2) skupianie się na jednym języku przez 2-3 dni powoduje wypieranie tego drugiego; porównuję tutaj niemiecki z hiszpańskim, ponieważ podstawy angielskiego mam dość głęboko wpojone i nie uciekają; przez dwa dni pracowałem z Pimsleurem niemieckim (13-14 stycznia) i od kilku dni czuję dysproporcje w przyswojonej wiedzy,
3) w przypadku metody Pimsleura brak powtórzenia lekcji (pojedyncze przesłuchanie) to dla mnie za mało; prawdopodobnie nauka późnymi godzinami wieczornymi powoduje mniejsze przyswajanie, przez co utrwalam sobie w stopniu dla mnie akceptowalnym materiał za 2-3 razem,
4) muszę zrewidować jednak wnioski z nauki podczas jazdy samochodem; lepiej jednak powtórzyć sobie materiał będąc rozpraszanym w samochodzie, niż nie powtarzać go w danym dniu wcale,
5) łączenie nauki z książek Assimila wraz ze słuchaniem Pimsleura nie powoduje żadnych negatywnych skutków - warto jednak Assimila słuchać z mp3 jednocześnie pracując z książką,
6) ucząc się przy pomocy metody Pimsleura chwilami mój mózg wyprzedza lektora i próbuje wrzucić mi na język niemieckie słowa przy nauce hiszpańskiego, rzadziej zaś hiszpańskie przy nauce niemieckiego; przypuszczam, że są dwa powody: rozpoczęcie jednocześnie nauki dwóch języków i mała przerwa przy nauce hiszpańskiego (o czym wspomniałem w pkt 2); czuję, że z czasem coraz mniej będzie mi się to mylić - tym bardziej, że zwykle teraz uczę się w jednym ciągu lub z krótką, kilkuminutową przerwą między językami.
Odkąd rozpocząłem ten cykl nauki, to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że najważniejsze jest własne nastawienie. Wkręcam się w naukę coraz bardziej, traktuję ją jako zabawę i mam wizualizację siebie mówiącego kilkoma językami. Wszystko to powoduje (mimo ograniczonego czasu) coraz większą chęć nauki.
No i fajne jest łączenie dwóch metod. Pimsleur uczy mnie mówić, a Assimil czytać i pisać.
Ich spreche ein bisschen Deutsch und/y hablo un poco castellano:)
Może to niewiele, bo dopiero trzy tygodnie samozaparcia, ale już mogę wyciągnąć jakieś wnioski:
1) przerwy dłuższe, niż jednodniowe są niewskazane, niestety w dniach 6-10 stycznia nawet na moment nie spojrzałem ani do książek, ani nie posłuchałem Pimsleura i odczułem zdecydowane cofnięcie; bardzo dużo zapomniałem,
2) skupianie się na jednym języku przez 2-3 dni powoduje wypieranie tego drugiego; porównuję tutaj niemiecki z hiszpańskim, ponieważ podstawy angielskiego mam dość głęboko wpojone i nie uciekają; przez dwa dni pracowałem z Pimsleurem niemieckim (13-14 stycznia) i od kilku dni czuję dysproporcje w przyswojonej wiedzy,
3) w przypadku metody Pimsleura brak powtórzenia lekcji (pojedyncze przesłuchanie) to dla mnie za mało; prawdopodobnie nauka późnymi godzinami wieczornymi powoduje mniejsze przyswajanie, przez co utrwalam sobie w stopniu dla mnie akceptowalnym materiał za 2-3 razem,
4) muszę zrewidować jednak wnioski z nauki podczas jazdy samochodem; lepiej jednak powtórzyć sobie materiał będąc rozpraszanym w samochodzie, niż nie powtarzać go w danym dniu wcale,
5) łączenie nauki z książek Assimila wraz ze słuchaniem Pimsleura nie powoduje żadnych negatywnych skutków - warto jednak Assimila słuchać z mp3 jednocześnie pracując z książką,
6) ucząc się przy pomocy metody Pimsleura chwilami mój mózg wyprzedza lektora i próbuje wrzucić mi na język niemieckie słowa przy nauce hiszpańskiego, rzadziej zaś hiszpańskie przy nauce niemieckiego; przypuszczam, że są dwa powody: rozpoczęcie jednocześnie nauki dwóch języków i mała przerwa przy nauce hiszpańskiego (o czym wspomniałem w pkt 2); czuję, że z czasem coraz mniej będzie mi się to mylić - tym bardziej, że zwykle teraz uczę się w jednym ciągu lub z krótką, kilkuminutową przerwą między językami.
Odkąd rozpocząłem ten cykl nauki, to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że najważniejsze jest własne nastawienie. Wkręcam się w naukę coraz bardziej, traktuję ją jako zabawę i mam wizualizację siebie mówiącego kilkoma językami. Wszystko to powoduje (mimo ograniczonego czasu) coraz większą chęć nauki.
No i fajne jest łączenie dwóch metod. Pimsleur uczy mnie mówić, a Assimil czytać i pisać.
Ich spreche ein bisschen Deutsch und/y hablo un poco castellano:)
wtorek, 4 stycznia 2011
narzędzia - część pierwsza
Jak już pisałem w poprzednim poście - narzędzia do nauki sprawdzam i testuję.
Do angielskiego (ponieważ już robiłem wcześniej przymiarki) mam jedno w wersji online sprawdzone. Póki co spełnia moje wymagania (poza tym kiedyś od kolegi dostałem darmowe konto - teraz je odpłatnie przedłużyłem):
- etutor.pl - (więcej na: http://www.etutor.pl/informacje/) - platforma internetowa wspomagająca naukę języka angielskiego - serwis mający fotolekcje, system podobny do supermemo, dużo różnych ćwiczeń i lekcji. Uważam, że warto wydać te parę złotych - zawsze to też motywuje do zaglądania na witrynę.
- serial przyjaciele - o ile to możliwe, to staram się oglądać w oryginalne, bez lektora, a jeśli włączam napisy, to tylko w wersji EN,
- książka Wojna Światów z Angielskim (wydawnictwa TELBIT: http://www.telbit.pl/index.php5?art=399) - ciekawe połączenie lektury z nauką języka.
Do niemieckiego:
- kurs audio Pimsleur (napisała o nim więcej Ev na swoim blogu: http://onaucejezykow.blogspot.com/p/przeglad-najbardziej-pomocnych.html) - bardzo przystępny kurs (osobiście jestem zachwycony nim), co prawda w języku angielskim, ale bardzo prostym i zrozumiałym nawet dla kogoś na poziomie A2),
- książka Blondynka Na Językach sygnowana przez National Geographic, a autorstwa Beaty Pawlikowskiej (więcej na: http://www.beatapawlikowska.com/books,list,54.html) - wraz z kursem (czytaniem książki) na mp3 jest dobrym sposobem na uzupełnienie Pimsleura oraz osłuchania się z językiem,
- książka Niemiecki 15 minut dziennie wydawnictwa Global PWN (więcej: http://global.pwn.pl/niemiecki-minut-dziennie-k-57.html) - przejemne uzupełnienie powyższych, gdy nie mam możliwości słuchania mp3 - w książce jest zapis fonetyczny "po polsku" słówek niemieckich.
Do hiszpańskiego:
- kurs audio Pimsleur (napisała o nim więcej Ev na swoim blogu: http://onaucejezykow.blogspot.com/p/przeglad-najbardziej-pomocnych.html) - bardzo przystępny kurs (osobiście jestem zachwycony nim), co prawda w języku angielskim, ale bardzo prostym i zrozumiałym nawet dla kogoś na poziomie A2).
W przypadku hiszpańskiego na razie ograniczam się na Pimsleurze, gdyż nie miałem na więcej czasu, a przy okazji jakoś bardzo łatwo przyswajam zwroty z wysłuchanych lekcji.
cdn...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

